środa, 10 stycznia 2018

Do trzech razy sztuka...



Moi kochani (jeśli tu jeszcze jesteście)!

                Od mojego poprzedniego wpisu, w którym zdecydowałam, że zamykam tę historię, minęło ponad pół roku. Żaliłam się tam na 2017 rok, nie spodziewając się, że jego druga połowa będzie jeszcze gorsza. Przez ten czas chyba nie było momentu, żebym siadła do pisania obiecanych przeze mnie „wyjaśnień”. Dzięki Bogu, że tego nie zrobiłam…

                Chciałam w tym poście przekazać Wam, że ta roczna przerwa była mi bardzo potrzebna na uporządkowanie moich osobistych kłopotów, a także na zdobycie cennego doświadczenia. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że 2017, który przeklinałam, był potrzebną lekcją. I pozwolił mi zrozumieć wiele ważnych spraw…

                Przede wszystkim zrozumiałam, że nie potrafię żyć z myślą, że nigdy nie dokończę tej historii. Po prostu nie. Tyle czasu był to dla mnie priorytet, że myśl o tym, że mam to porzucić, była… bolesna. I chyba każdy blogger, który porzuca swoją historię się ze mną zgodzi. To coś więcej, niż tylko amatorskie pisanie tekstów na podstawie swojej ulubionej sagi. To przede wszystkim cel, droga, która nas kształtuje i daje ogromne pokłady pozytywnej energii. Tym była dla mnie ta historia: wymyślanie fabuły, dzielenie się z Wami moimi „perełkami”, czytanie Waszych opinii – tych pozytywnych, jak i negatywnych. Mogę śmiało powiedzieć, że to była moja pasja, mój motor napędzający mnie do działania, który jednocześnie uszczęśliwia.

                Teraz rozumiem, że opuszczenie tego miejsca mogło być przyczyną mojego nieszczęścia w 2017. Był to też potrzebny czas na obiektywne ocenienie mocnych, jak i liczniejszych słabszych stron  mojego bloga. Przyczyniła się do tego również jego ocena w jednej z ocenialni, która raczej była krytyczna i przyznam szczerze, że mnie bardzo zdemotywowała. Jednak bardzo dziękuję mojej oceniającej - Fenoloftaleinie, ponieważ pokazała mi, jak to, co robię jest odbierane przez czytelników. I doceniam to bardzo, ponieważ dzięki temu wiem, co muszę zmienić, żeby to, co piszę było przyjemniejsze do czytania. Dlatego z tego miejsca składam Ci wielkie, różowiutkie „dziękuję” za uświadomienie mnie, że praca nad sobą jest ważna i krytyka nie jest powodem, żeby się poddawać.

                Do czego zmierzam w swoim monologu? Chciałam dać tylko jakiś ślad po sobie, że nadal jestem obecna – tym razem tylko myślą – na blogosferze i po ogromnych pertraktacjach między sobą postanowiłam, że fan fiction: „Poświęcenie jest miarą każdej miłości” nie będzie opuszczone. Chcę dokończyć tę historię, do czego teraz, w tym momencie się zobowiązuję.

Jest jednak jedno „ale”. Chciałabym jednak, żeby to, co robię dawało mi tylko przyjemność i nie narzucało na mnie presji czasu. Bo terminy pisania rozdziałów również były powodem, dla którego nie podołałam się zakończenia tej historii. Czasami człowiek po prostu nie ma dobrego momentu na pisanie – w głowie ma plan, wszystko ułożone, jednak nie umie tego zebrać w słowa. A myśl, że powinnam już coś dodać, bo przecież ludzie czekają, sprawiła, że dodawałam słabe teksty, które nawet mi się nie podobały i jednocześnie zniechęcały mnie do kolejnych wpisów. Dlatego postanowiłam, że w spokoju, bez pośpiechu napiszę całe opowiadanie na swoim komputerze, a dopiero potem, gdy będę mieć pewność, że nie muszę się stresować, że za późno coś dodaję, albo opublikowuję jakiś kicz, będę dodawać systematycznie rozdziały (na przykład co tydzień w piątek).

Uważam, ze jest to sprawiedliwy układ, ponieważ ja będę zadowolona z siebie i efektu swojej pracy, a Wy nie będziecie zmuszeni czekać wieczności na kolejny wpis.

Jednak od razu chciałam zaznaczyć, że nie mam pojęcia, kiedy zakończę pisanie i dodam tutaj pierwszy rozdział. Dla przypomnienia, jestem teraz w drugiej liceum i za rok mam maturę, od której zależy moja przyszłość, dlatego będę musiała się przykładać do nauki. Jednak obiecuję, że będę robić ciągłe kroki w przód – wolne, ale w przód.

Co tu jeszcze dodać? Może tylko przeprosiny, że jednak nawaliłam. Bo nigdy Was nie chciałam zawieść, bo kochałam pisanie dla Was. Głownie przez to też wracam – dla Was.

Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta.

Pozdrawiam cieplutko i zarażam ogromem pozytywnej energii z – uwaga – 2018 roku! :)

Wasza Natalia
Layout by Neva